Ziemia Piotrkowska top
.:: Z ostatniej chwili ::.
Mariusz Jakubek // 14.07.2009, 22.37

Kącki zeznawał, Łyżwiński nie słuchał

Pidżama porno

Wanda Łyżwińska wykorzystuje każdą okazję, żeby zamienić z mężem choć kilka słów
Wanda Łyżwińska wykorzystuje każdą okazję, żeby zamienić z mężem choć kilka słów fot. mj

Stanisław Łyżwiński pojawił się dzisiaj na swoim procesie. Niekoniecznie z własnej woli i w... pidżamie. Przyjechał również, bez mundurowej asysty, Marcin Kącki – dziennikarz, ojciec chrzestny seksafery. Łyżwiński jego zeznań już nie słuchał.

Dzisiaj, po kilku tygodniach przerwy, Stanisław Łyżwiński stawił się przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Ze względu na ból, będący skutkiem choroby kręgosłupa, siedział na wózku inwalidzkim. Był ubrany w... pidżamę. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, były poseł nie chciał się przebrać, nie chciał opuszczać aresztu i do sądu zawieziony został wbrew swojej woli.

W ostatnich czerwcowych rozprawach Łyżwiński nie uczestniczył, ponieważ nie zgadzali się na to lekarze z Aresztu Śledczego w Piotrkowie Trybunalskim. - W lipcu lekarze zgadzali się na udział oskarżonego w czynnościach procesowych, on sam natomiast nie chciał wyjeżdżać do sądu – informuje Iwona Szybka, rzecznik piotrkowskiego Sądu Okręgowego. - I dlatego – wyjaśnia – dwie rozprawy prowadzone były bez jego udziału.

Dzisiaj przed obliczem piotrkowskiego Sądu stawił się również Marcin Kącki – dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który historię Anety Krawczyk opisał w artykule „Praca za seks w Samoobronie”, opublikowanym na początku grudnia 2006 roku. Przyjechał sam, bez policyjnej asysty. Przed wejściem na salę rozpraw nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.

Wcześniej Kącki wzywany był przez Sąd czterokrotnie. - Świadek nie odbierał wezwań przesyłanych pocztą i nie chciał wziąć wezwania przywiezionego przez policjantów do jego miejsca pracy – mówi Szybka. Dlatego – o czym w piątek, 10 lipca, informowaliśmy na internetowej stronie „Ziemi Piotrkowskiej” - na piątkową rozprawę miał być doprowadzony przez policję. - Nie doszło do tego, ponieważ Kąckiego nie było w pracy – wyjaśnia rzecznik Sądu.

Dzisiaj dziennikarz sam przyjechał do Piotrkowa i złożył zeznania. Nie wysłuchał ich Łyżwiński, który poczuł się gorzej i został odwieziony do Aresztu. Na sali nie było także ani drugiego oskarżonego Andrzeja Leppera, ani pokrzywdzonej i oskarżycielki posiłkowej Anety Krawczyk, którzy nie przyjechali do Piotrkowa.

Proces Łyżwińskiego i Leppera od 6 mają ubiegłego roku przy drzwiach zamkniętych toczy się przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie. Obydwaj oskarżeni są m.in. o seksualne wykorzystywanie Krawczyk i innych działaczek Samoobrony. Łyżwińskiemu grozi dziesięć, a Lepperowi osiem lat więzienia.

Mariusz Jakubek // 10.07.2009, 19.57

Proces Leppera i Łyżwińskiego toczy się... bez Łyżwińskiego

Doprowadzić dziennikarza

Dziewięciomiesięczny Dominik, który z rodzicami przyjechał do Piotrkowa aż z województwa dolnośląskiego, nie zwracał uwagi na bohaterów seksafery. Gaworzył sobie, uśmiechał się i ani razu nie zapłakał
Dziewięciomiesięczny Dominik, który z rodzicami przyjechał do Piotrkowa aż z województwa dolnośląskiego, nie zwracał uwagi na bohaterów seksafery. Gaworzył sobie, uśmiechał się i ani razu nie zapłakał fot. mj

Sąd w Piotrkowie wydał nakazał doprowadzenie Marcina Kąckiego na rozprawę przez funkcjonariuszy policji – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. Dziennikarz, który ujawnił tak zwaną seksaferę, także i dzisiaj nie zjawił się w Piotrkowie. Dzisiejsza rozprawa, druga z kolei, odbyła się bez udziału Stanisława Łyżwińskiego.

Proces dotyczący seksafery w Samoobronie toczy się z oporami. Sądowi Okręgowemu w Piotrkowie Trybunalskim kłody pod nogi rzucają nie tylko świadkowie związani z Samoobroną. Do tej pory, mimo czterech wezwań, nie udało się przesłuchać Marcina Kąckiego – dziennikarza „Gazety Wyborczej”, który w grudniu 2006 roku opisał historię Anety Krawczyk i ujawnił seksaferę. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, Sąd zdecydował się na dość kontrowersyjną decyzję i wydał nakaz doprowadzenia Kąckiego przez policję.

W poniedziałek 6 lipca sędzia Magdalena Zapała-Nowak powzięła inną decyzję, którą za niezgodną z procedurą uznali obrońcy oskarżonych. Poprowadziła mianowicie rozprawę pod nieobecność Stanisława Łyżwińskiego, chociaż on nie wyraził na to pisemnej zgody, a jego obrońcy protestowali. Także i dzisiejsza rozprawa odbyła się bez Łyżwińskiego, na którego przewiezienie do sądowego gmachu nie zgodzili się lekarze z Aresztu Śledczego w Piotrkowie Trybunalskim.

Obrońcy Łyżwińskiego i Andrzeja Leppera, również zasiadającego na ławie oskarżonych, ponowili dzisiaj wniosek o powołanie biegłych, którzy przebadaliby dawnego wiceprzewodniczącego Samoobrony i stwierdzili, czy rzeczywiście jest on ciężko chory, czy tylko symuluje. - Jeżeli Łyżwiński jest chory, to niech biegli określą, kiedy wyzdrowieje i do tego czasu trzeba przerwać proces. A jeśli taki z niego symulant, to trzeba prowadzić sprawę bez niego – tłumaczył podekscytowany Lepper. I podkreślał, że on ma już dość tego jeżdżenia do Piotrkowa.

Proces Leppera i Łyżwińskiego trwa od 6 maja ubiegłego roku. Toczy się przy drzwiach zamkniętych. Obydwaj oskarżeni są o seksualne wykorzystywanie Anety Krawczyk. Lepperowi Prokuratura Okręgowa w Łodzi zarzuca ponadto próbę doprowadzenia do obcowania płciowego Agnieszki K., szefowej młodzieżówki Samoobrony z Lublina. Z kolei Łyżwiński oskarżony jest również o seksualne wykorzystywanie innych kobiet, zgwałcenie Urszuli K., namawianie Krawczyk do przerwania ciąży oraz podżeganie do porwania i przetrzymywania biznesmena.

Żaden z nich nie przyznał się do winy i nie składał wyjaśnień. Lepperowi grozi osiem, a Łyżwińskiemu dziesięć lat więzienia.

Pożółkłe newsy: 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75