Klamka zapadła. Podinspektor Tomasz Józefiak odchodzi z Piotrkowa. Na własną prośbę. Kto zastąpi go na stanowisku komendanta miejskiego policji?
Decyzja zapadnie w przyszłym tygodniu i wtedy wydany zostanie rozkaz personalny. - Komendant wojewódzki policji w Łodzi inspektor Marek Działoszyński odwoła podinspektora Tomasza Józefiaka ze stanowiska komendanta miejskiego policji w Piotrkowie Trybunalskim i wyznaczy mu inne zadania służbowe – przyznaje podinspektor Magdalena Zielińska, rzecznik komendanta wojewódzkiego. Zaznacza, że będzie to przyjęcie rezygnacji złożonej przez Józefiaka.
Szef piotrkowskiej policji 18 czerwca zwrócił się o odwołanie go z funkcji i oddał do dyspozycji komendanta wojewódzkiego. Ostatnie miesiące nie były dla piotrkowskiej policji najlepsze, mimo to – Raport złożyłem wyłącznie z powodów osobistych – podkreśla Józefiak i więcej na ten temat mówić nie chce.
Zgodnie z obowiązującą procedurą, komendant wojewódzki wystąpił do prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego i starosty piotrkowskiego o wydanie opinii. - Po otrzymaniu opinii komendant podejmie formalną decyzję – informuje Zielińska. Nastąpi to najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu
Kto zastąpi Józefiaka w piotrkowskiej komendzie – tego jeszcze nie wiadomo. Zielińska nie chce mówić o tym, czy komendantem zostanie któryś z piotrkowskich policjantów, czy też oficer spoza miasta i powiatu piotrkowskiego. Informuje tylko, że komendant wojewódzki może albo zarządzić postępowanie kwalifikacyjne (czyli konkurs w cywilnych warunkach), albo przenieść do Piotrkowa innego komendanta miejskiego lub powiatowego.
Stanisława Łyżwińskiego nie dowieziono dzisiaj do sądu w Piotrkowie Trybunalskim. Nie pojawił się drugi oskarżony, Andrzej Lepper. Przyjechał Janusz Kaczmarek. Nie zeznawał, bo wcześniej rozprawa została odwołana.
Janusz Kaczmarek, minister w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, przyjechał dzisiaj do sądu Piotrkowie Trybunalskim. Na wniosek prokuratury jest świadkiem w procesie dotyczącym tak zwanej seksafery w Samoobronie. Dzisiaj nie zeznawał - rozprawa wcześniej została odwołana. Z powodu złego stanu zdrowia Łyżwińskiego.
Kaczmarek jest niemile zdziwiony wezwaniem go na świadka. Twierdzi, że informacje podane przez „Dziennik” nie mają niczego wspólnego z prawdą. Jego zdaniem, wystarczyło przejrzeć protokoły z posiedzeń komisji śledczej, żeby się o tym przekonać. - To strata mojego czasu i czasu wysokiego sądu – tak były minister spraw wewnętrznych i administracji ocenił swój udział w procesie Leppera i Łyżwińskiego.
Prokuratura tymczasem chciała zweryfikować informacje upowszechnione przez „Dziennik”. Wynikało z nich, że na posiedzeniu komisji śledczej Kaczmarek ujawnił, jakoby dzięki Zbigniewowi Ziobrze Lepper dostał próbkę DNA najmłodszej córki Anety Krawczyk. Mając ją, mógł sprawdzić, czy jest ojcem Weroniki, czy nie.
Przesłuchanie Kaczmarka nie doszło dzisiaj do skutku, ponieważ lekarze z Aresztu Śledczego w Piotrkowie Trybunalskim nie zgodzili się na przewiezienie Łyżwińskiego do sądu. Jak się dowiedzieliśmy, stan zdrowia byłego posła znacznie się ostatnio pogorszył. - Osadzony może wprawdzie wstawać i poruszać się, ale bardzo powoli – informuje major Paweł Gawrosiński, rzecznik piotrkowskiego Aresztu i zarazem kierownik działu penitencjarnego. - Dlatego z normalnej celi został przeniesiony do celi szpitalnej – dodaje.
W kończącym się tygodniu Łyżwiński ani razu nie pojawił się w sądzie. Nie godzili się na to lekarze, którzy badali go przed każdą z trzech zaplanowanych rozpraw. Jak ustaliliśmy, nasiliły się dolegliwości będące skutkiem zwyrodnieniowych zmian kręgosłupa. - Na razie nie ma konieczności przyspieszania terminu operacji wyznaczonego na początek przyszłego roku – zaznacza Gawrosiński.
Proces dotyczący seksafery toczy się przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim od 6 mają ubiegłego roku. Łyżwiński i Lepper oskarżeni są między innymi o seksualne wykorzystywanie Anety Krawczyk. Obaj nie przyznali się do winy. Pierwszemu grozi dziesięć, a drugiemu osiem lat więzienia.